- Malfoy?!- Hermiona nie mogła uwierzyć w to co widzi! Przed nią, skulony i w fatalnym stanie, leżał Draco Malfoy! To bez sensu! Spodziewałaby się tu każdego, ale nie wrednego, upierdliwego, egoistycznego Ślizgona! To raczej on powinien być napastnikiem... Przemyślenia Hermiony przerwał dźwięk wydobywający się z gardła chłopaka.
- Eeeee...yyypppee...wwwwyyyy...- był w naprawdę fatalnym stanie, skoro nie mógł wydobyć z siebie ani jednego logicznego słowa. Dziewczyna nigdy go nie lubiła. Ba! Ona go nienawidziła nienawiścią czystą, jak łzy feniksa, ale nie mogła go tu tak zostawić. Też był człowiekiem. Chyba... Pochyliła się nad nim, po czym przyklęknęła obok.
- Ej, Malfoy, idę po pomoc! Zaraz tu będę, rozumiesz? Nie ruszaj się stąd (powiedziała to, choć i tak wiedziała, że on nie dałby rady nawet wstać o własnych siłach). Już chciała wstać, ale Malfoy złapał ją za nadgarstek. Normalnie, dostałby w swoją fretkowatą twarz, ale teraz raczej nie wypadało...
- Co jest? - zapytała. Czekała na jakąś odpowiedź, ale on tylko wpatrywał się w nią, szeroko otwartymi oczami, poruszając przy tym ustami, choć nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. - Malfoy, spokojnie, wszystko będzie dobrze.- Nie wierzyła, że mówi te słowa do tego człowieka, ale cóż... Co mogła innego zrobić?
- N-n-nie-e-e-e...zos-s-s-st-t-t-taw-w-wiaj-j-j...m-m-m-mn-n-n-ni-e-e-e-e- wyjąkał chłopak. Hermiona stwierdziła, że musi być on w ciężkim szoku, skoro powiedział to do niej. Westchnęła i uwolniła się z jego uścisku.
- Zaraz tu wrócę, idę po profesor McGonagall. Ona będzie wiedziała, co zrobić. - Malfoy zmarszczył brwi i znów wystękał:
- S-s-s-s-s-sn-n-na-a-a-ap-p-pe-e-e-e...
Hermiona zawahała się, ale stwierdziła, że to nawet lepiej, aby to Mistrz Eliksirów tu przyszedł. W końcu był opiekunem Slytherinu.
- Dobrze, przyprowadzę go. Leż spokojnie.- Powiedziała to i puściła się biegiem, w stronę głównego wejścia. Chwile potem, była już w sali wejściowej i skręcała w stronę schodów, które prowadziły do lochów. Była pewna, że nikt jej nie zauważy (to było co najmniej dziwne, że ona tak sobie biega po szkole, po ciszy nocnej), ponieważ w Hogwarcie zostało w tym roku naprawdę mało uczniów- trzech Puchonów, jeden Krukon, trójka Ślizgonów i jeden Gryfon, a w zasadzie Gryfonka- ona sama.
Była szczerze zdziwiona, kiedy dowiedziała się, że Malfoy zostaje w zamku. Chłopak zawsze na święta wyjeżdżał do swojej willi. Hermiona sądziła, że dostał on jakieś polecenie od Voldemorta. Wiedziała, że jest Śmieciożercą, dzięki Snape'owi, który był szpiegiem Zakonu Feniksa. Udawał on jednego z poddanych Riddle'a, aby przechwycić jak najwięcej cennych informacji. Dziewczyna zawsze go szanowała, ale od czasu, kiedy dołączyła do Zakonu, jej szacunek powiększył się jeszcze bardziej. Nieraz Mistrz Eliksirów wracał z, (jak to określał) ,,herbatek u Czarnego Pana'', cały zmasakrowany. Był on karany za nieudane misje, które nie wychodziły dlatego, że chronił on, jak tylko potrafił, magiczny świat. Nikt, oprócz Zakonu o tym nie wiedział, inni mieli go tylko za dawnego seryjnego mordercę. Na szczęście, wszyscy członkowie ich zgrupowania (prawie), wiedzieli, że stoi on po ich stronie. On sam, cieszył się z tego, choć idealnie maskował ten fakt, stertą obelg (jego charakter pozostał bez jakichkolwiek zmian). A co do tego ,,prawie'', to chodziło jej oczywiście o Harry'ego i Rona. Nawet Ginny i bliźniacy go zaakceptowali, ale oni byli nieugięci.
Kiedy pomyślała, o swoich przyjaciołach, od razu usłyszała głos Rona: ,,...ona nic nie pojmuje i nigdy nic nie zrozumie, bo nie należy do naszego świata, jest szlamą!...''. Te słowa ponownie wbiły się w nią, jak ostrze...
Nie! Teraz musi skupić się na czymś innym. Potem zajmie się swoimi kłopotami i rozczulaniem się nad własną osobą. Kiedy znalazła się przed drzwiami do gabinetu Mistrza Eliksirów, nawet nie czekała i wpadła jak strzała, okropnie zadyszana do pomieszczenia, podbiegając do biurka. Snape, siedział przy nim i patrzył się na nią zaskoczony i poirytowany zarazem.
- Granger, co ty tu do diabła, robisz o tej porze?! Jest dawno po ciszy nocnej! Dlaczego do stu boginów, włazisz tu bez pukania?! Czemu jesteś taka spocona?!- mężczyzna krzyczał tak, że aż uszu jej puchły.
- Musi...mi...pan...pomóc...ja...on...ktoś...go... - była tak zmęczona po biegu, że nie miała siły mówić.
- Wyduś to z siebie w końcu, głupia dziewucho!
Normalnie, byłaby zła na tą ,,głupią dziewuchę'', ale teraz nie było na to czasu.
- Malfoy...on...zaatakowali go, leży...tam... - na te słowa Snape podniósł się z hukiem z krzesła.
- Prowadź.
Hermiona na nowo wybiegła (nie wiedziała, skąd ma jeszcze na to siły, po tym, jak w ekspresowym tempie pokonała odległość od błoni do lochów), a w ślad za nią, ruszył opiekun Slytherinu. Z końca różdżki dziewczyny, nadal wypływał strumień światła. Kiedy znaleźli się na zewnątrz, Snape mruknął:
- Lumos- wtedy i z jego strony popłynęła jasność. Byli już blisko, to gdzieś tu... Nagle oboje ujrzeli Draco Malfoya, leżącego, czy też kulącego się na ziemi, całego zmasakrowanego.
Mężczyzna momentalnie się przy nim znalazł i przyklęknął obok.
- Niedobrze- powiedział. Tak, to było widać. Chłopak był blady i w większości zakrwawiony.
- Co robimy?- zapytała.
- Ja wyślę patronusa do Minerwy, a ty, Granger, pójdziesz do mojego gabinetu, a z niego do spiżarni, w której po lewo od wejścia, znajduje się szafka z eliksirami. Weźmiesz wszystkie, pięć buteleczek, z najwyższej półki.
Już ruszyła, kiedy usłyszała wściekłe:
- Czekaj idiotko!
Odwróciła się i wróciła.
- Tak? - Zignorowała przytyk o idiotce, z wielkim trudem, ale jednak.
- Nie wejdziesz tam bez hasła, które założyłem, kiedy moje ingrediencje zaczęły ,,znikać''. - Rzucił zaklęcie wyciszające. - Hasło brzmi: ,,Potter to imbecyl''.
Hermiona przewróciła oczami i rzuciła ostatnie spojrzenie na Malfoya. Dlaczego było go jej szkoda? Przecież powinna go zostawić, aby nikt go nie odnalazł. On na pewno by tak zrobił. To był Śmierciożerca, okropny, zły, arogancki, podły...
- Granger, zamierzasz wyruszyć w tej dekadzie, czy nie koniecznie?!- z rozmyślań wyrwał ja głos zirytowanego Mistrza Eliksirów.
-Tak, tak...- rzuciła i puściła się biegiem, ku głównemu wejściu.
HA! Tak jak myślałam! To Malfoy!
OdpowiedzUsuńUlala, dziewczyno. Jak ty mnie wciągnęłaś!
Ale za nim będę pisać o tekście, mam jedną wskazówkę: Trudno jest odnaleźć się na twoim blogu. Te Etykiety gdzie piszę Draco, Hermiona, Dramione itp... są bezużyteczne. Lepiej będzie jak zastosujesz je jako spis treści. To znaczy dodaj do każdego rozdziału etykietę: Rozdział 1, Rozdział2 itd. Wtedy można bezpośrednio na nie kliknąć i ludziom będzie łatwiej znaleźć rozdział na którym stanęli!
Dobrze, to tyle.
Co do rozdziału: Bardzo mi się podobał. Pokazałaś że Hermiona naprawdę jest Gryfonką o dobrym, odważnym sercu. Kogo zaatakował Malfoy? Nie dziwi mnie, że tak do niej powiedział W końcu cierpiał, a jak człowiek cierpi wszystko mu jedno.
Ale mam jedno ale. Tak, snape jest wredny, ale bez przesady. Nie nazwał by jej idiotką, bardziej Granger.... więc ten. Ale to tylko taka uwaga ode mnie
Ogólnie jest dobrze i rozdziały mogły by być nieco dłuższe! :D
Pozdrawiam
Lora <3 ( na-skraju-wolnosci.blogspot.com)