środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 10

  Hermiona nie miała takiego szczęścia jak Harry- nie mogła pozwolić sobie choćby na próbę odpoczynku, czy snu. Nadal nie wiedziała o co chodzi nauczycielce, która właśnie teraz ciągnęła ją, szaleńczym tempem, przez opustoszałe korytarze Hogwartu. Po raz trzeci zapytała:
- Pani profesor, o co w tym wszystkim chodzi?!
Oczywiście, po raz trzeci, usłyszała to samo:
- Nie... ma czasu... na... wyjaśnienia- odpowiedziała zadyszana McGonagall.
Świetnie! Po prostu fantastycznie! Nie, spokój, Hermiono, zachowaj spokój. Dlaczego miałabyś być zła? To przecież normalne, że choć jesteś diablo zmęczona, to ktoś wyciąga cię z łóżka, nawet nie mówiąc gdzie zmierzacie! Miała już dość tego wieczoru, tej nocy, tego wszystkiego! Marzyła tylko o tym, żeby...
Nagle jej rozmyślania przerwał krzyk. Krzyk taki, jaki wydobywał się z gardła Malfoy'a, kiedy ten był traktowany Cruciatusem. Była tak padnięta, że nawet nie zwracała uwagi, w którą stronę idą, a w zasadzie biegną. Teraz uświadomiła sobie, że zbliżają się do skrzydła szpitalnego. To właśnie z tego pomieszczenia wydobywały się wrzaski. Kiedy były już prawie przy wejściu, profesorka obróciła się w jej stronę, puściła jej nadgarstek, ale złapała dłoń. Nadal miała zadyszkę, ale zamknęła oczy i wzięła kilka głębokich wdechów. W tym czasie krzyki tylko przybierały na sile.
- Przepraszam, że nic ci nie wyjaśniłam, ale nie było na to czasu- powiedziała, już spokojniejsza McGonagall. - W zasadzie nadal go nie mamy, ale przecież nie mogę cię tam wpuścić, tak bez przygotowania. Hermiono- spojrzała na dziewczynę z pełną powagą, wciąż ściskając jej dłoń- to co tam się dzieje, jest straszne. To oczywiście krzyki pana Malfoy'a. W środku są również Severus i Poppy. Wszyscy jesteśmy bezsilni. W tego chłopaka coś wstąpiło. Severus twierdzi, że to skutki tych wszystkich klątw, które zostały na niego rzucone, to samo Poppy. On nie daje się uspokoić. Kiedy go przenieśliśmy, jeszcze spał, ale w chwilę potem się ocknął i... i... Biega jak szalony, przy tym krzyczy, co pewnie słyszałaś i słyszysz nadal, kilka razy chciał się okaleczyć, ale interweniowaliśmy w odpowiednim momencie. Moglibyśmy go jakoś powstrzymać, ale nawet Severus nie daje mu rady siłowo. Próbowaliśmy razem go okiełznać i jakoś przyszpilić do łóżka, ale on ma siłę pięciu Hagridów! Poppy mówi, że widzi coś takiego pierwszy raz w życiu... Moglibyśmy użyć magii, ale on biega tak szybko, że pewnie zdołałby uniknąć tych wszystkich zaklęć! Hermiono, jesteś ostatnią nadzieją!
Wiedziała, że ma wyjątkowo głupi wyraz twarzy, ale po słowach jej mentorki, nie mogła zachować się inaczej.
- Eee... ale... ja...- wystękała, bo tylko na tyle było ją stać.
- Tak? - McGonagall była coraz bardziej nerwowa, co skutkowało mocniejszym uściskiem z jej strony.
- Mogłaby pani... - powiedziała dziewczyna, zerkając, na swoją dłoń, która w tym momencie była miażdżona przez nauczycielkę.
- Co? Ach... wybacz. To jak? Pomożesz nam? - zapytała.
- Ale, ja nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam. Profesor Snape, pani Pomfrey i do tego pani, nie dajecie sobie z nim rady, więc co ja mogę zrobić? Moja wiedza nie może równać się z... - nie dane jej było dokończyć, bo przerwał jej kolejny wrzask, tym razem głośniejszy od poprzednich. Jej opiekunka domu tylko westchnęła z niecierpliwością.
- Nie chodzi tu o wiedzę, talent, czy co tam jeszcze wymyślisz. On ci ufa, Hermiono. Ma zanik pamięci, więc nie wie kim jesteśmy, myśli, że chcemy go skrzywdzić. Nie wiemy ile ten stan potrwa, ale fakt jest taki, że nie pamięta niczego, ani nikogo, z wyjątkiem ciebie. Ty go ocaliłaś. Jestem prawie pewna, że przy tobie zazna spokoju.
- Ale to Malfoy, on przecież mnie nienawidzi! Kiedy odzyska pamięć, oskarży mnie o to, że się do niego zalecałam, lub co tam sobie ubzdura! Przecież pani wie, jaki on jest!
- Tak, wiem. Jednak to jest w tej sytuacji bez znaczenia. Na razie nie zanosi się na to, aby miał odzyskać świadomość, więc nie masz się czym przejmować, jednak kiedy to nastąpi, wtedy wymyślimy coś razem. Teraz koniec rozmów, musimy działać. Gotowa?
Nie miała innego wyjścia. Malfoy też był człowiekiem. Nie może skazać go na cierpienie, z powodu własnej dumy. Nie jest powiedziane, że mu pomoże, szczerze mówiąc, wolałaby aby znaleźli mu inny lek, niż jej osoba. Ale musi spróbować, w końcu nie jest jak, nie przymierzając, Malfoy.
- Tak, spróbujmy- westchnęła.
McGonagall posłała dziewczynie uśmiech, obróciła się do niej plecami, przeszła odległość dzielącą je od drzwi wejściowych do skrzydła szpitalnego, i położyła dłoń na klamce.

- Uprzedzam cię, że to nie będzie miły widok- powiedziała już w pełni poważna, zerkając na Hermionę, która tak jak poprzednio, jej nauczycielka, wzięła kilka wdechów, by się uspokoić i ruszyła przed siebie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz