Harry siedział przy stole, w opustoszałej i ciemnej kuchni Weasley'ów. Jedynym źródłem światła był księżyc, który świecił wyjątkowo jasno, w otoczeniu wszechobecnych gwiazd. Jeszcze kilka godzin temu to pomieszczenie tętniło życiem. Na kolację wigilijną, w Norze, zebrała się większa część Zakonu, wraz z rodzinami. Dookoła otaczali go przyjaciele, ale on czuł się nieswojo. Nie był w tym osamotniony- Ron i Ginny również wydawali się być zupełnie gdzie indziej myślami tego wieczoru. Wszyscy myśleli o Hermionie i o tym, że spędza ona święta samotnie w wieży Gryffindoru.
Z samego rana ruszyli do Hogwartu, aby zaciągnąć ją do Nory, ale była nieugięta. Cała Hermiona. Po dwugodzinnych próbach, poddali się. Pani Weasley stwierdziła, że może faktycznie przyda jej się trochę samotności. Harry jednak nie wierzył, by zostawiła ją w spokoju. Mógł się założyć, że za parę dni uda się do Hogwartu, tym razem sama, lub z mężem i zaciągnie dziewczynę do Nory. Razem z Ronem i Ginny rozmawiali o całej sprawie z Lupinem, ale on stwierdził, że każdy przeżywa taki okres w swoim życiu, kiedy musi wszystko przemyśleć i ułożyć w głowie. Wraz z przyjaciółmi postanowili więc, że dadzą jej trochę czasu, jednak miał już dość tłumaczenia każdemu, co się wydarzyło, ponieważ ciągle słyszał natłok pytań w stylu: ,,A gdzie nasza Hermiona?'', ,,Coś się jej stało?'', ,,Dlaczego jej nie ma?''... Od ciągłego napięcia nie mógł zasnąć, czego nie można było powiedzieć o Ronie i jego siostrze. Młody Weasley w ciągu tych kilku dni nasłuchał się takich tyrad od swojej matki, ojca i rodzeństwa, że to było zrozumiałe. Co do Ginny- ona przepłakała tyle godzin, że jej organizm musiał odpocząć. Cały czas powtarzała, że jest złą przyjaciółką, że powinna coś zrobić. To było zrozumiałe. Dziewczyna od swojego pierwszego roku w Hogwarcie spędzała każdą wolną chwilę w towarzystwie Hermiony. Zżyły się ze sobą i traktowały się wzajemnie, jak siostry. Harry nie wiedział co ma robić. To wszystko, bez jego przyjaciółki, nie było takie samo. Wiedział, że słowa Rona ją uraziły. Gdyby powiedział to Malfoy, to nie byłoby nic specjalnego. Oczywiście każda ,,szlama'' w kierunku Hermiony powodowała rozpoczęcie walki między blondynem, a dwójką chłopaków, ale dziewczyna zawsze odciągała ich od fretki, mówiąc, że ,,nie warto''. Tak, obrazy Hermiony przez Malfoy'a były na porządku dziennym, jednak kiedy to Ron wymierzył cios... Oczywiście słowo ,,cios'' było tu metaforą, ale wyraz twarzy dziewczyny, kiedy słowo ,,szlama'' padło z ust Rona, wyrażał taki ból, jakby dopiero co została spoliczkowana. Rudy nie był tu jedynym winnym. Sam Harry powinien coś zrobić, jakoś to załagodzić, ale próbował już wszystkiego... Tak jak Ginny, myślał, czym może pomóc Hermionie.
Ach... Jak on by chciał porozmawiać z Dumbledorem! Dyrektor zawsze mu pomagał i wiedział, co powiedzieć. Jednak nic z tego... Kiedy zapytał sie profesor McGonagall, dlaczego go nie ma, powiedziała, że jest w tej chwili nieosiągalny i żeby, Harry, nie zadawał już więcej pytań, bo i tak na nie nie odpowie. Domyślał się, że chodzi o horkruksy, tylko dlaczego wybrał się po nie w Wigilię, i dlaczego nic mu nie powiedział?! Miałby teraz co robić, a nie siedzieć w ciemnej kuchni i rozmyślać o wszystkim i o niczym...
Co do jego opiekunki domu, w środku kolacji, wleciał patronus- Łania i przemówił głosem Snape'a, by ta jak najszybciej pojawiła się przed bramą zamku. Profesorka natychmiast ruszyła do wyjścia, po czym wybiegła z Nory. Jak on się wystraszył! Nie tylko on, bo prawie wszyscy obecni! Od razu pomyślał, że coś się stało Hermionie. Z wyrazu twarzy Rona, jego siostry, braci i wielu innych osób, oni pomyśleli dokładnie o tym samym. Inni sądzili, że to zwykłe 'fanaberie' Snape'a. Harry wraz z większością, uspokoili się dopiero, kiedy McGonagall wysłała im wiadomość, że wszystko jest w porządku i nie ma się czym martwić. Pewnie wiedziała, że od razu pomyśleli o dziewczynie...
Chłopak westchnął. Miał pustkę w głowie. Nie mógł wyzbyć się uczucia, że dzieje się coś niedobrego, coś, co będzie nieodwracalne. Z tymi ponurymi rozmyślaniami, powlekł się na górę, bo ponownie spróbować zasnąć...
Jak ja kocham takie przemyślenia! Teraz już mogę sama odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego Hermiona nie była w Norze. Dobrze to wytłumaczyłaś, bo bałam się, że o tym nie napiszesz. Potrafisz dobrze wczuwać się w postacie co dla mnie jest bardzo ważne! :D Bardzo podobał mi się ten rozdział. Cieszę się, że Ron również martwi się o Mionę i że to tylko mu się "wymsknęło". Bo szczerze mówiąc nie lubię jak się robi z niego idiotę i palanta.
OdpowiedzUsuńLubię twój styl, można naprawdę dobrze się w niego wczytać.
Pozdrawiam i idę dalej,
Lora
:P
Dziękuję Ci bardzo, jesteś kochana <3
UsuńCieszę się, że jednak te przemyślenia są dobre, bo nie byłam pewna co do tego...
Niektórzy twierdzą, że jest tu za mało dialogów, więc strasznie mnie to martwi...
Dziękuję Ci :*
Pozdrawiam <3