Hermiona stała oniemiała i patrzyła się na odchodzącą profesorkę. O co tu chodzi?! Najpierw ten cały atak, potem Malfoy, który... no, nieważne, a teraz to... Co McGonagall miała na myśli, mówiąc ,,musisz dostrzec w ludziach ich drugie dno''? Naprawdę, jakby miała mało problemów...
Otrząsnęła się i ruszyła w drogę do wieży Gryffindoru- miała chęć paść na łóżko i spać już do końca życia. Przebywanie samemu jednak miało i swoje dobre strony- Pokój Wspólny jeszcze nigdy nie był taki cichy, a ona ciszę uwielbiała. Można w spokoju myśleć, czytać, uczyć się, odpoczywać... Jednak brakowało jej przyjaciół, ich żartów, rozmów, kłótni. Nie była na nich zła, a w zasadzie na Rona. Chłopak powiedział całą prawdę, prawdę, której ani Ginny, ani Harry nie mieli odwagi jej wyznać. Ale dlaczego to tak bolało? Nie wiedziała co dalej robić. Mogłaby udać się do Nory i powiedzieć, że wszystko w porządku- pani Weasley zjawiła się wprawdzie w Hogwarcie dziś rano, razem z Ginny, Ronem i Harrym, próbując siłą zaciągnąć ją do Nory, strasząc przy okazji tym, że jeśli się nie podda, to wezwie pana Weasley'a, Lupina, Tonks, a nawet Szalonookiego, ale ona nie mogła. Coś w niej pękło, przeskoczyło, ale nie wiedziała co, ani czy to coś kiedykolwiek powróci na swoje dawne miejsce. Do tego czasu postanowiła odpocząć od tego wszystkiego, przemyśleć to co się stało, w samotności.
Z tym postanowieniem dotarła do portretu Grubej Damy, podała hasło i wkroczyła do opustoszałego pomieszczenia. Zatrzymała się przy kominku, w którym przygasał już ogień i przymknęła oczy. Taaak... cisza, to w tym momencie najlepsze lekarstwo, jakie mogłaby sobie wymarzyć. Tego jej było trzeba. Otworzyła oczy i ruszyła w stronę schodów, do swojego dormitorium. Czuła, że prześpi cały jutrzejszy dzień- była diablo zmęczona. Kiedy dotarła na miejsce, od razu przebrała się w piżamę i padła na łóżko. Bez Parvati i Lavender, ciągle plotkujących i chichoczących na różne tematy (często była zmuszona rzucać zaklęcie wyciszające), było jej trochę nieswojo. Przyzwyczaiła się, że są obok.
Miała już zapaść w sen, gdy do dormitorium wpadła zadyszana profesor McGonagall.
- Her...Her...miono- wydyszała jej nauczycielka. Dziewczyna raptownie poderwała się z łóżka i podbiegła do kobiety, kładąc jej ręce na ramionach.
- Pani profesor! Co się stało?!
Nauczycielka była cała czerwona, spocona i nie mogła złapać tchu. Dziewczyna szybko udała się ku jej szafce nocnej, wzięła stojącą tam szklankę z wodą i momentalnie wręczyła ją starszej kobiecie. McGonagall przyjęła naczynie i kilkoma łykami opróżniła do dna. Odstawiła pustą szklankę na komodę i powiedziała drżącym głosem:
- Hermiono, natychmiast musisz udać się ze mną. To sprawa życia i śmierci. Ruszamy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz