środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 7

  Hermiona nie miała pojęcia, ile już tu tak tkwili. Dwadzieścia minut? Trzydzieści? Zdziwiła się, gdy uświadomiła sobie, że wcale nie jest jej tak zimno, jak powinno być w grudniu, a szczególnie w nocy. Zarumieniła się, bo zrozumiała dlaczego tak było- to Malfoy, który nadal spał wtulony w jej pierś, dawał jej tyle ciepła. Nie, nie, nie! To brzmiało niedorzecznie! To MALFOY. Nie. Nie. Nie. 
Była już bardzo zniecierpliwiona, ale jeśli ona już to odczuwała, to co dopiero Snape... Chodził wściekle z prawej strony, na lewą, z lewej, na prawą. Nie przestawał choćby na moment. W końcu chyba czara się przelała, bo z impetem usiadł na ziemi, zaciskając zęby. Kiedy się odezwał, jego głos, był temperatury zera absolutnego:
- Przysięgam, że kiedy te dwie stare jędze tu w końcu dotrą, to czeka je rychła śmierć z mojej ręki.
- Ale kiedy je pan zabije, to jak pani Pomfrey pomoże Malfoy'owi?
Jego spojrzenie skutecznie ją zamknęło. Chciał chyba już coś powiedzieć, ale przerwały mu głosy, dobiegające z okolic wejścia do zamku. O ile Hermiona się nie myliła, to należały do jej opiekunki domu i uzdrowicielki.
- No dalej, Poppy! Szybciej, no już!
- Jeśli nie przestaniesz mnie poganiać, Minerwo, to zaraz sama zajmiesz się rannym!
- Nie marudź! Spójrz! To tam! Widzisz światła?!
- Nie wydzieraj mi się do ucha! Stoję obok! Oczywiście, że widzę światła, nie jestem ślepa!
- Więc ruszajmy, szybciej!
Snape, od razu wstał i zaczął krzyczeć:
- Dłużej się nie dało?! Gdybym wiedział, że tyle to zajmie, to przyniósłbym ze sobą kociołek i składniki do wielosokowego! Zdążyłby się uważyć, zanimbyście tu dotarły, a ja przynajmniej bym się nie nudził!
Chwilę potem usłyszał odpowiedź:
- Przestań narzekać, Severusie! Już tu jestem.- Pani Pomfrey właśnie dotarła na miejsce, a tuż za nią kroczyła profesor McGonagall. Z profesora Snape'a przeniosły wzrok na dziewczynę. Ich reakcje były odmienne. Pani Pomfrey otworzyła szeroko usta i oczy. Zdaniem Hermiony, wyglądała jak ryba, która dopiero co została wyciągnięta z wody. Profesor McGonagall zaś, ściągnęła brwi i uniosła kącik ust. Co to miało być?! To nie było śmieszne! Jej nauczycielka odezwała się:
- Widzę, Hermiono, że zmieniłaś swoją opinię o panu Malfoy'u? Z tego co widzę, to z wzajemnością...
Dziewczyna westchnęła. Profesorka, przy członkach Zakonu, zachowywała się naturalnie. Taka była prywatnie- wesoła, rozgadana, śmieszna. Ta cała postawa ostrej i despotycznej nauczycielki transmutacji, była tylko przykrywką.
- Daj spokój, Minerwo! Zachowujesz się gorzej od Lovegood! Granger ocaliła chłopaka i on ufa tylko jej. Dracon ma napady szału, lęku... Został poddany naprawdę nieciekawym zaklęciom, w tym Cruciatusowi. Ma coś w rodzaju zaniku pamięci. To może być skutek tej klątwy, ale nie jestem pewien. Poppy- wrzasnął- ile zamierzasz jeszcze udawać idiotkę?! Nie, żebyś nią nie była, ale on potrzebuje pomocy. Musimy go przenieść, ale ruch sprawia mu ból. Myślę, że masz odpowiednie lekarstwa, więc...
- Tak, tak- przerwała mu kobieta- już się biorę do pracy. Podeszła do Hermiony, postawiła torbę na ziemi, wyciągnęła z niej jakąś buteleczkę z zielonym płynem, odchyliła głowę chłopakowi i wlała mu zawartość do buzi. Przełknął, mruknął coś i ponownie wtulił twarz w dziewczynę.
- Coś podobnego- mruknęła kobieta. Po chwili wstała i powiedziała- Podałam lek, więc możemy go przenieść. W Skrzydle zajmę się resztą. - Spojrzała na Hermionę- Dziękuję ci, skarbie. Możesz już wracać do dormitorium. 
Snape wyczarował nosze, po czym przeniósł na nie chłopaka. Było to ciężkie zadanie, bo blondyn kurczowo uczepił się jej szaty. Kiedy była już wolna, wstała i ruszyła do zamku, w ślad za panią Pomfrey i Snapem. Profesor McGonagall szła obok niej. Nie odezwała się przez całą drogę. Kiedy znalazły się w sali wejściowej, Hermiona chciała powiedzieć ,,Dobranoc'' i skręcić w drugą stronę, lecz złapała ją za ramię i powiedziała z lekkim uśmiechem:
- Jestem z ciebie dumna, moja droga. Nie wiem, co się tam wydarzyło, ale wypytam o to Severusa, który na pewno wie. Sam fakt, że Dracon ci zaufał, mówi wiele. Nie jesteś sama, Hermiono, pamiętaj. Choćby wszystko na to wskazywało, to zawsze masz ludzi, do których możesz się zwrócić z pomocą. Nie chodzi mi tylko o Harrego czy Rona.  Twoi rodzice są daleko i czujesz smutek, ale zapamiętaj, że to nie koniec świata. Musisz dostrzec w ludziach ich drugie dno. Coś, co kryje się głęboko w ich sercach, a wtedy odnajdziesz szczęście. Wesołych Świąt. 
Z tymi słowami odwróciła się i odeszła, zostawiając zdezorientowaną dziewczynę, na środku sali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz