środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 6

  W pewnym momencie, Malfoy, swoim rozkojarzonym wzrokiem, dostrzegł ją, ponowne odepchnął Snape'a i ostatkiem sił podszedł do niej, po to, by chwilę potem, upaść na kolana. Może to nie byłoby tak dziwne (mógł po prostu zmęczyć się, tą ciągłą ucieczką, przed ojcem chrzestnym), lecz blondyn zarzucił swoje ramiona, na otępiałą dziewczynę i wyszeptał, zadyszany:
- Pomóż... mi...błagam - Hermiona nie wiedziała co robić. Chłopak patrzył się na nią swoimi stalowymi oczami, które wyrażały potrzebę, ból, przerażenie i nadzieję. Spojrzała na Mistrza Eliksirów, lecz ten wpatrywał się w nich, jakby zobaczył Hagrida w różowej sukience, takiej, jakie noszą baletnice. Malfoy w tym czasie oparł głowę o klatkę piersiową dziewczyny i zdawał się uspokajać, aż w końcu zasnął. Co to miało być na Merlina?! Siedzi sobie w nocy na błoniach, w Wigilię, a do niej przyklejony jest Draco Malfoy! Nie może go odepchnąć, to raczej by go zabolało (co nie oznacza, że przez te wszystkie lata nie zasłużył sobie na to). Postanowiła, więc, że wyrwie jej profesora, z szoku.
- Eee...profesorze? Co robimy? - Snape drgnął i powiedział:
- No cóż. Pan Malfoy chyba znalazł już ukojenie- rzucił w jej stronę złośliwy uśmiech. Jak ona nienawidziła jego mimiki!
- Ale, może powinniśmy go zdjąć...no...ze mnie.
- Nie. On nie może się ruszać. Nie mam pojęcia, skąd on wziął siłę, aby wstać, chodzić i krzyczeć! Zaczekamy tu na Minerwę i Poppy. A ty- warknął- siedź spokojnie i nie ruszaj się nawet o milimetr. 
Tak-pomyślała. Siedź i nie ruszaj się nawet o milimetr... Była w takim stanie, że nie mogłaby ruszyć choćby małym palcem. 
- Jak pan myśli, co mu jest? - zapytała.
- Prawdopodobnie ma zaniki pamięci. To może być skutek Cruciatusa. O ile mi wiadomo, to pierwszy raz go doświadczył. Granger, ile czasu trwały jego wrzaski?
- Od momentu w którym je usłyszałam, do czasu, kiedy tu przybiegłam, minęły może... dwie minuty. Ale zaklęcie Cruciatusa zostało rzucone dopiero w chwili, kiedy znalazłam się przy drzewie, więc poddawany mu był około 30 sekund. To chyba za mało, by skutki zaklęcia była aż takie... rozległe.
- Niekoniecznie. Spotykałem ludzi, którzy już po kilku sekundach tortur, przez dalsze życie, odczuwali jego następstwa. W przypadku Dracona, to zależy też od tego, jakie zaklęcia zostały rzucone przedtem. Z tego co widziałem, zanim podaliśmy eliksiry, nie były one zbyt ciekawe. Krwawienie ustało, ale jeśli Poppy się nie pospieszy, to zostaną mu ślady. 
- Nie może sam pan go uzdrowić do końca?
- Czy ja ci wyglądam na jakiegoś uzdrowiciela?!- wydarł się. - Nie posiadam takich lekarstw. Dumbledore uznał, że w Wigilię nikomu nic się nie stanie, a nawet jeśli, to ja z Minerwą będziemy w stanie temu zaradzić, więc dał Poppy wolne. Do skrzydła szpitalnego nie wejdzie nikt oprócz jego i samej Poppy.
- Czy to możliwe, że ten cały ,,zanik'', może być tylko chwilowy? Bo na początku, kiedy go znalazłam, to prosił, żeby iść po pana, więc chyba coś pamiętał...
- Możliwe, że to chwilowe. Może mieć przebłyski, aż w końcu wszystko poskłada się w jego głowie w logiczną całość.
- Dlaczego Malfoy... no wie pan- wskazała głową w dół, na śpiącego chłopaka, który ufnie wtulał głowę w jej włosy.
- Zapewne Draco przypomniał sobie, jak go znalazłaś i przepędziłaś jego oprawcę. Skojarzył sobie ciebie z bezpieczeństwem.
Hermiona westchnęła. Miała już dosyć problemów, a tu jeszcze Malfoy, który postanowił, że ona zostanie jego przytulanką. Świetnie, tego jej jeszcze brakowało...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz