Profesor McGonagall uchyliła drzwi.
- No dalej, Hermiono, jestem z tobą - powiedziała, zauważając, że dziewczynę przeszły ciarki, które były spowodowane kolejnym okrzykiem.
Dziewczyna wzięła ostatni, głęboki wdech. Zaraz potem wyprostowała się i zacisnęła pięści. Wkroczyła do pomieszczenia sprawnym, silnym krokiem, jednak zaraz po wejściu do skrzydła szpitalnego, stanęła jak wryta.
Wszystko było powywracane do góry nogami. Łóżka, które zawsze stały w równych rzędach, teraz porozrzucane były, niczym klocki. Podłogę i ściany, pokrywały różnokolorowe mikstury, oraz szkło, które zapewne pozostało po fiolkach. Jednak to nie wygląd sali zszokował ją najbardziej - Draco Malfoy biegał jak nawiedzony po całym pomieszczeniu, krzycząc tak, że mógłby zbudzić zmarłego. Jego twarz pokrywały szramy, z których ciekła krew. To było okropne. Przypominały jej się obrazy z mugolskich horrorów, gdzie dochodziło do opętania przez złe moce. Tuż za nim biegł Snape, którego twarz nie była wcale w lepszym stanie. Widać było na pierwszy rzut oka, że profesor długo już nie wytrzyma. Co do pani Pomfrey - ta stała z dala od Malfoy'a, trzymając różdżkę wysoko nad głową, jakby szykowała się do ataku.
Nikt nawet nie zauważył ich wejścia. Bardziej samolubna i egoistyczna część umysłu Hermiony, podpowiadała jej, żeby uciec, bo co niby miała zrobić?! Może krzyknąć do Malfoy'a - ,,Hej Draco to ja, Hermiona! Wiem, że mnie nienawidzisz, ale choć tu do mnie fretko, utulę cię do snu!''?! Jednak nie mogła posłuchać głosiku w jej głowie, który nakazywał jej ucieczkę. Zrobi wszystko, żeby pomóc. W końcu nie od parady jest Gryfonką!
Chłopak w tym czasie przestał krzyczeć i wymierzył Snape'owi cios, prosto w jego długi, zakrzywiony nos. Profesor wydał z siebie okrzyk zaskoczenia i bólu, upadając na ziemię. Blondyn w tym czasie odwrócił się i z szaleńczym błyskiem w oku, spojrzał na stojącą nieopodal panią Pomfrey. Tak tylko rozszerzyła oczy i krzyknęła, prawie tak głośno, jak Snape, unosząc różdżkę jeszcze wyżej. Malfoy już ruszał w jej stronę, kiedy przerwał mu głos profesor McGonagall, która do tej pory nie interweniowała, chyba z powodu szoku.
- Draconie Malfoy! Jeszcze jeden krok, a pożałujesz! Masz w tej chwili się uspokoić! Czy to jasne?! Panie Malfoy! Mówię do pana!
Jednak chłopak nie zwracał uwagi na profesorkę. Kiedy tylko odwrócił się, w stronę McGonagall, zauważył obok niej Hermionę. Na jej widok otworzył usta i dziewczyna już pomyślała, że chce on wydać kolejny krzyk, lecz pomyliła się. Chłopak zaczął płakać. Płakał tak przeraźliwie, że aż upadł na kolana. Snape, który powoli dochodził do siebie, wstał i już chciał podejść do chłopka, ale powstrzymały do przed tym profesor McGonagall i pani Pomfrey, które wyciągnęły jednocześnie dłonie w kierunku Mistrza Eliksirów, nakazując mu pozostanie na miejscu. Hermiona nie rozumiała, dlaczego teraz nic nie robią! Chłopak leży na ziemi, bezbronny, więc powinni coś zrobić! Unieruchomić go, podać lekarstwa...
- Pani profesor, czy nie powinno się... - szepnęła, ale jej opiekuna domu przerwała jej, wskazując na Malfoy'a.
Chłopak podniósł się na kolana, i w takiej pozycji, wciąż płacząc, zaczął zbliżać się ku dziewczynie. Hermiona nie była pewna, co ma robić. Czego on od niej chce?! Przecież nic mu nie zrobiła! No, nie licząc dziesiątek klątw, wysłanych w jego kierunku, uderzenia w twarz, i tym podobnych, ale podobno Malfoy stracił pamięć, więc... Spojrzała niepewnie na profesor McGonagall, która skinęła jej głową. Ale co to miało znaczyć?!
Blondyn był coraz bliżej. Nawet gdyby chciała, to nie mogła uciec, była za bardzo sparaliżowana. Miała nadzieję, że jeżeli chłopak ja zaatakuję, to ktoś jej pomoże, ale przypomniało jej się, że nikt nie mógł dać mu rady, nawet, kiedy łączyli siły. Na samą myśl, zemdliło ją ze strachu.
Wstrzymała oddech, kiedy Malfoy dotknął dłonią jej buta, a potem położył na nim twarz, płacząc jeszcze głośniej. Była zszokowana. W pewnym momencie zaczął szeptać, głosem tak ochrypłym, że trudno go było zrozumieć.
- Pomóż mi, błagam. Proszę, pomocy, błagam, błagam. Proszę cię...
W tym momencie wszystkie zahamowania zniknęły. W ich miejscu pojawił się żal, troska, smutek i współczucie. Hermiona zapomniała, że to Malfoy, zapomniała o tym, że to Śmierciożerca, zapomniała, o tych wszystkich przykrych rzeczach, których ona i jej przyjaciele, doświadczyli z jego strony. Teraz, widziała w nim biednego i skrzywdzonego chłopca. Musiała coś zrobić, jakoś mu pomóc...
Dziewczyna przyklękła, uważając, aby nie sprawić blondynowi bólu. Zaczęła głaskać jego plecy, włosy, szepcząc, że wszystko będzie dobrze. Malfoy podniósł głowę, podparł się na rękach, zaciskając z bólu szczękę, i wtulił twarz we włosy Hermiony. Kiedy zobaczyła jego twarz z tak bliska, dopiero zauważyła w jakim jest stanie. Nie chodziło tu tylko o stan fizyczny (choć jego buzia była cała pokryta rozcięciami, z których wypływała świeża krew). Jego oczy wyrażały czystą potrzebę bliskości. Zobaczyła w nich samotność, przerażenie, lęk... Otoczyła go ramionami, również zbliżając swoją twarz do jego blond czupryny. Oddech chłopaka powoli się wyrównywał, szloch ustawał. Nigdy by się do tego nie przyznała, ale było jej bardzo przyjemnie.
Nauczyciele i pani Pomfrey wpatrywali się w scenę, która rozgrywała się przed nimi, w zupełnej ciszy, z szeroko otwartymi oczami. Zapowiadał się bardzo ciekawy początek semestru...
mmmmm, słodka końcówka :(
OdpowiedzUsuńczeka z niecierpliwością na kolejny! :)
Biedny Malfoy :< Rozdział płynnie się czyta, ale wpleć troszkę więcej dialogów. Reszta okej. Życzę dużo weny! :D
OdpowiedzUsuńDziękuje za radę i za to, że chciało się Ci przeczytać :)
UsuńDialogi...dialogi. Są moment kiedy ni potrzeba ich tak dużo. Było dobrze! Ta scena mnie zszokowała. Mam nadzieję, że wiesz co robisz. Hahah. Biedny.
OdpowiedzUsuńDraco.
Trzymaj się! I nie zawieszaj mi bloga!
<3