Hermiona siedziała tak i płakała. Zapewne robiłaby to dłużej, gdyby nie dźwięk, który spowodował, że włosy zjeżyły się jej na karku. To było coś na pograniczu szału, szoku i bezkresnej agonii... Jeszcze nigdy nie słyszała tak przeraźliwego krzyku.
Wstała raptownie (dopiero teraz poczuła, jak było jej zimno, choć w tym roku na święta wyjątkowo nie było ani trochę śniegu) i ruszyła biegiem, ku źródłu tego okropnego dźwięku. Było ciemno, nawet nie zauważyła, kiedy zapadł zmrok.
- Lumos- powiedziała, przystając, aby zorientować się, w jakiej części błoni się znajduje, gdyż biegła na oślep. Rozejrzała się dookoła i stwierdziła, że niczego podejrzanego, nie ma w zasięgu jej wzroku, aż nagle...
- Aaaaaaaa! Przestań...to....t-to b-b-boooooli!- znów te odgłosy. Znała skądś ten głos, ale teraz przemawiała przez niego czysta agonia, więc był zniekształcony i nie była w stanie powiedzieć, do kogo należał. Teraz była pewna, że akcja rozgrywa się gdzieś bliżej głównego wejścia. Ruszyła pędem, chcąc pomóc temu, który tak cierpiał. Co, do stu hipogryfów, tam się wyrabiało?!
Była już prawie na miejscu, kiedy nagle przystanęła i ukryła się za drzewem, bo usłyszała coś, czego nigdy nie spodziewałaby się usłyszeć. Nie tu, nie w Hogwarcie, to niemożliwe! Hermionę zamurowało, gdy usłyszała wściekłe i mrożące krew w żyłach...
- Crucio!
O Merlinie... ten ktoś był wściekły, ale jednocześnie czerpał z tego ogromną przyjemność, bo gdy rozbrzmiały kolejne krzyki, to napastnik zaczął śmiać się w niebo głosy. Hermiona miała wrażenie, że nogi stopiły się jej z twardą ziemią... Musi coś zrobić, ale jak? Czy poradzi sobie z tym potworem, kimkolwiek on jest? Była przerażona. Może zacząć krzyczeć coś w rodzaju ,,POMOCY!''?! Nie, to bez sensu, gdyby ktoś miał zareagować, to dawno by tu był, po serii niesamowitych wrzasków, ze strony ofiary... Musi coś zrobić. Merlin chciał, żeby to ona usłyszała to wszystko, więc musi wziąć się w garść. Nie zostawi nikogo cierpiącego, z powodu tchórzostwa! Co to, to nie! Niewiele myśląc, zbliżyła się do napastnika (przynajmniej do źródła jego głosu) i ryknęła:
- Drętwota!
Zamajaczyła jej tylko jakaś sylwetka odskakująca raptownie na bok. Czekała, aż ten ,,ktoś'' ją zaatakuje, była stu procentowo skoncentrowana, aby odeprzeć wszelkie ciosy, ale ku jej ogromnemu zdziwieniu, kiedy tylko odzyskał równowagę, obrócił się i uciekł. Nie zdążyła nawet mrugnąć, a już tajemnicza postać rozmyła się w mroku. Zszokowana dziewczyna już chciała ścigać tego tchórzliwego potwora, jednak usłyszała dźwięk, dochodzący gdzieś z dołu, po jej prawej stronie. No tak, kompletnie zapomniała! Najpierw musi udzielić pomocy ofierze tego popaprańca! Kto wie, co mu jest i jakie jeszcze klątwy zostały na niego rzucone. Zaczęła oświetlać podłoże, trzymając różdżkę nisko, po prawo, aby znaleźć tego biedaka, który tak się nacierpiał. Kiedy w końcu dostrzegła skrawek szaty, a potem twarz tej osoby, nie mogła uwierzyć w to co widzi...
Będę taka fajna, że zgadnę, że to pewnie Malfoy leżał i kwiczał ( w agonii oczywiście :P )
OdpowiedzUsuńAle kto go tak potraktował...?? Hmmm...?? Tego to jestem naprawdę ciekawa!
Szkoda tylko, że rozdziały są krótkie, bo czyta się szybko i przyjemnie :)
Ale mam taki plus, że masz 15 rozdziałów o ile pamiętam, więc mam co czytać hyhyhy :D