Kiedy Hermiona na nowo wpadła do pomieszczenia, nie mogła złapać tchu. Była wykończona, tak bardzo chciałaby usiąść, choć na chwilę. Czuła, że zaraz płuca wyskoczą jej na zewnątrz, od niewiarygodnie szybkiego oddechu. Och, przycupnie na momencik, nic się nie stanie... Westchnęła. Nie, nie może. Tam umiera człowiek i nawet, jeśli go nienawidzi, to trudno...Odpocznie potem.
Szybko znalazła się przy wejściu do spiżarni, mówiąc głośno i wyraźnie:
- ,, Potter to imbecyl''.
Kiedy tylko to powiedziała, drzwi, otworzyły się, uderzając o ścianę. Hermiona bez ociągania wparowała do schowka i obróciła się, na lewo. Stała tam szafka, cała zapełniona, oczywiście, eliksirami. Dziewczyna podeszła do niej, spoglądając na najwyższą półkę. Wspięła się na palce i chwyciła trzy małe buteleczki, w prawą rękę, a dwie większe, w lewą. Nie bała się, że je uszkodzi, nie musiała nawet rzucać zaklęcia pomniejszającego, gdyż były bardzo poręczne i łatwo je było trzymać, nawet po trzy. Wyszła ze spiżarni, zatrzaskując drzwi, nogą. To samo zrobiła z tymi od gabinetu. Teraz, nie mogła biec tak szybko. Mimo łatwości, z jaką niosła eliksiry, nie chciała ryzykować. Jakoś poradziła sobie, z głównym wejściem, otwierając przejście, ramieniem. Kiedy ponownie znalazła się na zewnątrz, otrzeźwiło ją chłodne powietrze. Różdżkę trzymała w lewej ręce, tam gdzie miała dwie buteleczki. Ruszyła przed siebie, a drzwi zatrzasnęły się za nią z hukiem. Wkrótce potem, dostrzegła Snape'a i, oczywiście, Malfoy'a.
- Proszę- powiedziała, gdy wręczała mężczyźnie buteleczki.
- Dłużej się nie dało?!- warknął.
- Starałam się być ostrożna, aby...
- Dobrze, już. Lepiej się zamknij i chodź tutaj, pomożesz mi.
- Dlaczego nie możemy go przenieść do skrzydła szpitalnego?
- Ponieważ, idiotko, Poppy nie posiada takich mocnych eliksirów, a droga tu zajmuje mniej czasu, a zresztą, panu Malfoy'owi, teraz zaszkodzi najmniejszy ruch. Nawet na zaczarowanych noszach. Chodź tu, ja mu podtrzymam głowę, a ty, będziesz mu wlewała zawartość do buzi.
Hermiona przyklękła obok i wzięła pierwszą buteleczkę, od Snape'a, który wyciągał ją w jej kierunku.
- Gdzie profesor McGonagall?- zapytała. Mistrz Eliksirów westchnął.
- Czy ty nie możesz powstrzymać się, przed zadawaniem pytań, nawet przez chwilę? - powiedział zirytowany.- Minerwa stara się ściągnąć tu Poppy, która wyjechała na święta. Teraz w zamku, z personelu, jestem tylko ja, ona i Filch. Reszta jest albo u swoich rodzin, albo w Norze.
Hermionie zrobiło się znowu przykro, na wzmiankę o tym miejscu, ale postanowiła, że nie da tego po sobie poznać. Z dużym trudem, powstrzymała się od przygryzienia wargi. Wlała całą zawartość pierwszej buteleczki do gardła chłopaka. Lekko się zachłysnął i wymamrotał coś dziwnego, ale jakoś udało mu się przełknąć.
- Jak do tego doszło?- zapytał Snape, kiedy wlewała drugą porcję, do buzi blondyna.
- Ja...no...tego...- westchnęła. - No dobrze. Byłam na dworze, po ciszy nocnej. Siedziałam pod drzewem, kiedy usłyszałam jakieś krzyki. To było okropne. Wstałam, aby sprawdzić skąd one dochodzą... i, jak już byłam blisko źródła tego dźwięku, to usłyszałam, jak ktoś... rzuca Cruciatusa na Malfoy'a.
Snape miał nieodgadniony wyraz twarzy. Przymrużył oczy i rozejrzał się dookoła.
- Kto to mógł być? - zapytała.
- Gdybym wiedział, to ten ktoś dawno by tu był!- warknął. - Nie masz podejrzeń, do kogo mógłby należeć głos, który zaatakował Draco'na?
- Nie, nie mam pojęcia. Nie przypominam sobie nic konkretnego.
- To musi być któryś z uczniów...
- Niemożliwe! Przecież zostali tylko Bones, Abbott, Macmillan, Goldstein, ja, Zabini, Malfoy i Crabbe. A nikt poza ostatnią dwójką, nie należy do grona Śmierciożerców. Nawet Crabbe nie mógłby tego zrobić. Przyjaźni się z Malfoy'em.
- Tak, ale to może być ktokolwiek z wyżej wymienionych. Nie masz pojęcia, Granger, do czego zdolni są ludzie, chcący przypodobać się Czarnemu Panu. Któryś z uczniów, może chce zostać jego sługą.
- Ale, ten ktoś, mógłby zaatakować mnie! Jestem członkiem Zakonu, stoję po stronie dobra, jestem blisko z Harry'm...
- Dlatego to jest zupełnie nielogiczne...- powiedział Snape.
Skończyła właśnie wlewać ostatnia buteleczkę, do gardła chłopaka, myśląc nad tajemniczym napastnikiem... Kto to mógł być? Nie zauważyła nawet, kiedy blondyn otworzył oczy.
Oj. oj oj. oj. No właśnie kto to?!!!!!
OdpowiedzUsuńPS: Niech Snape nie nazywa Miony idiotką, bo w książce też tego nie robił! :)
Pozdrawiam <3
Hahaha :D
UsuńNic nie poradzę! Tak bardzo przyzwyczaiłam się do wyzwisk, typu 'idiotka', ze strony Snape'a, głównie z fanfików :D To już przychodzi mi naturalnie.
No z drugiej strony szkoda Hermiony, bo tyle już przeżyła w tym opowiadaniu... Ale ona wie, że to tylko Snape i jego parszywy charakter ;)
Pozdrawiam :*