Rozdział krótki, ale wakacje czas zacząć, więc obiecuję, że będzie tego wszystkiego coraz więcej :)
Postanowiła nie zaprzątać sobie dłużej głowy sprawami Malfoy'ów. Dużo miała swoich problemów, aby jeszcze robić za niańkę ich syna, a dodatkowo za psychologa rodzinnego. W tej chwili miała ochotę tylko i wyłącznie na śniadanie, które czekało na nią w Wielkiej Sali. Wchodząc do niej, podeszła do stołu Gryffindoru. Nikogo poza nią nie było w pomieszczeniu, więc mogła doświadczyć tego luksusu, jakim było jedzenie w ciszy. Sięgając po tosta, zastanawiała się jaką książkę by tu przeczytać, gdy przez jedno z okien wleciała sowa, którą znała bardzo dobrze. Poprawka - chyba każdy znał ją bardzo dobrze i potrafiłby rozpoznać tą konkretną sowę z odległości kilkuset metrów. Errol prawie wylądował w jej miseczce z owsianką, jednak Hermiona w porę go złapała.
- Jak się miewasz mój drogi? - zapytała, jednocześnie odwiązując list od nóżki zwierzęcia. Ptak zahukał, co raczej bardziej przypominało kaszel gruźlika, przyjął od dziewczyny połowę tosta, po czym niezdarnie wzbił się w powietrze i pofrunął ku oknu, z którego sączyło się jasne światło, zimowego przedpołudnia. Hermiona bezradnie spojrzała na list i otworzyła jasnobrązową kopertę.
Kochana Hermiono!
Nawet nie wiesz, jak nam Cię brakuje. Czuję się tak, jakby nie wszystkie moje dzieci były w domu. I tak w sumie jest, bo Ciebie i Harry'ego traktuję jak syna i córkę.
Nie uwierzysz ile osób się o Ciebie pytało. Każdy chciałby, abyś była z nami w święta. Ha! Znalazłoby się paru takich, którzy chcieli się wybrać do Hogwartu w celu ściągnięcia Cię do Nory, ale zgodnie z Twoją prośbą, powiedziałam, że chcesz spędzić trochę czasu w samotności. Mam nadzieję, że w Sylwestra będziesz już z nami, Moja Droga. Nie wiem, czy zdołam powstrzymać orszak, wybierający się do Ciebie, gdyby Twoje plany były inne.
To tyle, Kochanie. Trzymaj się ciepło i pamiętaj o czapce, szalu i grubym swetrze, w razie, gdybyś chciała wyjść na zewnątrz. Dbaj o siebie i korzystaj z ciszy i spokoju. I proszę, nie gniewaj się na Rona. On nigdy nie myśli zanim coś powie. Co nie znaczy, że usprawiedliwiam jego zachowanie. Przemyśl wszystko jeszcze raz i wracaj do nas!
Uściski,
Molly Weasley.
PS: Hermiono, zobaczyłem, jak pani Weasley pisze list i domyśliłem się, że jest on do Ciebie. Ani Ron, ani Ginny nie wiedzą o nim, bo gdyby było odwrotnie, to ta koperta nie pomieściłaby tylu słów. Tak więc, nie będę powtarzał tego wszystkiego, co mówiliśmy Ci przez ostatnie dni. Chcę, abyś wiedziała, że nigdy nie byłaś i nie będziesz sama. Tylko tyle. Wracaj do nas szybko, proszę.
Harry.
Dziewczyna westchnęła. Tyle emocji. Tyle uczuć. Pani Weasley jest dla niej jak druga matka, a Harry... cóż, Harry był osobą, z którą dogadywała się najlepiej na świecie. Zawsze ją rozumiał. Tylko on mógłby napisać taką krótką i treściwą wiadomość, która jednocześnie zawierała tysiące mentalnych słów, których nie dało się odczytać. Postanowiła zastanowić się nad Sylwestrem. Stęskniła się za nimi wszystkimi. Tak bardzo chciałaby tam być! Co tam po ciszy i spokoju, kiedy jest się samotnym i zagubionym? Miała nadzieję, że Ron również szczerze chciał ją tam widzieć. Może była zbyt przewrażliwiona, ale ona czuła, że on jej tam nie chce. To wszystko przez to jedno słowo - ,,szlama''.
W zamyśleniu sięgnęła po dzbanek z herbatą. Nie zauważyła nawet tego, iż pewien profesor stoi nad nią od dobrych trzech minut chrząkając i kaszląc, tylko po to, by zwrócić na siebie jej uwagę. W końcu nie wytrzymał i wrzasnął:
- Panno Granger czy pani w ogóle kontaktuje?!
Dziewczyna aż potrąciła łokciem filiżankę, sprawiając tym samym, że gorąca herbata rozlała się na śnieżnobiały obrus.
- Profesorze Snape! Czy coś się stało?
- Poza tym, iż twoje włosy zakłócają odbiór bodźców zewnętrznych do mózgu? Zakładając, iż takowy w ogóle istnieje? Nie, nic poważnego. Jak na razie nic poważnego.
- Powie pan o co chodzi?! - warknęła.
- 5 punktów od Gryffindoru za ton, panno Granger. - Ściszył głos. - Dracon się wybudził.
Świetnie, już wiedziała, co to oznaczało.
- Czyli kolejny raz muszę odgrywać, jakże zaszczytną rolę, pluszowego misia? - zapytała z odpowiednią dozą ironii w głosie.
- Kolejne pięć punktów, Granger. Zrób to jeszcze raz, a będzie to pięćdziesiąt.
- Przepraszam pana. To się nie powtórzy - odpowiedziała ze skruchą. Normalnie się tak nie zachowywała, ale te listy, Malfoy... To wszystko nie działało na nią uspokajająco, a wręcz przeciwnie - czuła się przez to okropnie skołowana.
- Oczywiście, że się nie powtórzy - odpowiedział mężczyzna. - Wracając do Dracona. Nie musisz już więcej, jak to określiłaś ,,odgrywać pluszowego misia''. Draco ma się dobrze. - Snape po tych słowach zawahał się na moment, lecz było to prawie niezauważalne. - Dobrze fizycznie - odpowiedział po chwili. - Gorzej jest z jego stanem psychicznym. On... nadal niczego nie pamięta, ale przynajmniej jest spokojny i można mu wytłumaczyć fakt, że musi leżeć na swoim miejscu i nie panikować. Wyjaśniłem mu, gdzie się znajduje, kim jestem i dlaczego tu jest, ale on nadal niczego sobie nie przypomina. Jesteś pierwszą osobą, Granger, zaraz po Poppy, której mówię o jego wybudzeniu, ponieważ, myślę, że może Dracon przypomni sobie coś wtedy, kiedy usłyszy fakty od ciebie. Dziś to będzie dużo łatwiejsze, ze względu na oczywisty fakt, że nie zachowuje się jak opętany.
- Czyli, znowu muszę tam być...
- Niestety, ale to jest obowiązkowe. Granger, musisz tylko opowiedzieć mu trochę o nim samym, o tym kim jest, jakich ma przyjaciół, gdzie jest, kim jesteśmy my... Myślę, że to może się udać.
- Ale na brodę Merlina, on mnie nienawidzi!
Snape westchnął, jakby modląc się do wszystkich świętych o jeszcze odrobinę cierpliwości.
- Ty kretynko - warknął. - Przecież ci mówię, że ON NIC NIE PAMIĘTA! Teraz kończ to śniadanie i marsz za mną do Skrzydła Szpitalnego, ale to JUŻ!
Tak, zapowiadał się kolejny świetny dzień. Pełen relaks i odpoczynek... - pomyślała.
- Czyli kolejny raz muszę odgrywać, jakże zaszczytną rolę, pluszowego misia? - zapytała z odpowiednią dozą ironii w głosie.
- Kolejne pięć punktów, Granger. Zrób to jeszcze raz, a będzie to pięćdziesiąt.
- Przepraszam pana. To się nie powtórzy - odpowiedziała ze skruchą. Normalnie się tak nie zachowywała, ale te listy, Malfoy... To wszystko nie działało na nią uspokajająco, a wręcz przeciwnie - czuła się przez to okropnie skołowana.
- Oczywiście, że się nie powtórzy - odpowiedział mężczyzna. - Wracając do Dracona. Nie musisz już więcej, jak to określiłaś ,,odgrywać pluszowego misia''. Draco ma się dobrze. - Snape po tych słowach zawahał się na moment, lecz było to prawie niezauważalne. - Dobrze fizycznie - odpowiedział po chwili. - Gorzej jest z jego stanem psychicznym. On... nadal niczego nie pamięta, ale przynajmniej jest spokojny i można mu wytłumaczyć fakt, że musi leżeć na swoim miejscu i nie panikować. Wyjaśniłem mu, gdzie się znajduje, kim jestem i dlaczego tu jest, ale on nadal niczego sobie nie przypomina. Jesteś pierwszą osobą, Granger, zaraz po Poppy, której mówię o jego wybudzeniu, ponieważ, myślę, że może Dracon przypomni sobie coś wtedy, kiedy usłyszy fakty od ciebie. Dziś to będzie dużo łatwiejsze, ze względu na oczywisty fakt, że nie zachowuje się jak opętany.
- Czyli, znowu muszę tam być...
- Niestety, ale to jest obowiązkowe. Granger, musisz tylko opowiedzieć mu trochę o nim samym, o tym kim jest, jakich ma przyjaciół, gdzie jest, kim jesteśmy my... Myślę, że to może się udać.
- Ale na brodę Merlina, on mnie nienawidzi!
Snape westchnął, jakby modląc się do wszystkich świętych o jeszcze odrobinę cierpliwości.
- Ty kretynko - warknął. - Przecież ci mówię, że ON NIC NIE PAMIĘTA! Teraz kończ to śniadanie i marsz za mną do Skrzydła Szpitalnego, ale to JUŻ!
Tak, zapowiadał się kolejny świetny dzień. Pełen relaks i odpoczynek... - pomyślała.
Rozdział chyba jeszcze lepszy niż zwykle (o ile to możliwe, bo wszystkie są świetne) :) Mój biedny Malfoy...
OdpowiedzUsuńPamiętaj: zawsze służę pomocą, :D
~ Avada
Dziękuję jeszcze raz :* !!!
UsuńDopiero znalazłam bloga, ale muszę przyznać, że jest świetny. Czekam na dalsza cześć!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
HH
Dziękuję i również pozdrawiam :)
Usuń